Lotnisko w Bangkoku to ciekawe połączenie nowoczesności z motywami tajskiej kultury. Nie wiedzieliśmy, że jest klimatyzowane. Przekonaliśmy się o tym dopiero po wyjściu na zewnątrz, gdy uderzyło nas wilgotne gorące powietrze.
Jedziemy zwykłym autobusem z wiatraczkami na suficie, za oknem plenery, góry i wioski na palach. Po 3 godzinach jesteśmy w przygranicznym miasteczku. Jeszcze tylko tuk-tuk i jesteśmy nad rzeką.
Do tego świetnie nadawałyby się skuterki. Na szczęście w tym miejscu ich wypożyczenie nie stanowi problemu. Znajdujemy więc wypożyczalnię i za 18 zł na dobę wypożyczamy sobie dwie maszyny.
Jako przewodnika dostajemy bardzo sympatycznego gościa, drugi przewodnik, który dołącza do nas w trakcie drogi też się okazuje bardzo sympatyczny. Ponieważ nikt więcej nie dołączył się do naszej wycieczki, więc koszty nie zmalały, jednak za to idziemy bardzo kameralnie - tylko my i dwójka przewodników.
Jesteśmy w Luand Prabang. Siedzimy w kafejce prowadzonej przez dwóch transwestytów, leci cicho muzyczka, jest przyjemnie. Gorąco i wilgotno.
Wczoraj po wielkich trudach podróży z Luang Prabang do Wientian udało nam się szczęśliwie dotrzeć do celu. Jechaliśmy autobusem V.I.P. Nazwa dumna ale tak naprawdę był to rzęch.
Po dwóch godzinach jesteśmy przy promie. Czółnem motorowym przeprawiamy się przez Mekong i jesteśmy na Don Det. Miejsce bardzo fajne - same restauracyjki, chatki i bungalowy, a wszystko przykryte egzotyczną przyrodą.
Jesteśmy w stolicy Kambodży. Przyjechaliśmy wczoraj w nocy między 23 a 24-tą. Nasz środek transportu, którym dotarliśmy tu z Laosu, wysadził nas nad jeziorem w dzielnicy 'bekpakerskiej'.
Około godziny 8-ej mamy autobus do Seam Reap (miasteczka, które jest bazą wypadową do zwiedzania kompleksu Angkor). Wstajemy odpowiednio wcześnie, pakujemy się i meldujemy się na dole hotelu by wciągnąć jakieś śniadanie i zrobić chesk-out.
Zwiedzanie zaczynamy oczywiście tradycyjnie, czyli od Angkor Wat. Stajemy przy wejściu na groblę prowadzącą do świątyni, po bokach woda i kamienne balustrady - nasuwa nam się skojarzenie z naszym chorzowskim parkiem WPKiW, hmm.
Pobudka o tej samej porze co wczoraj i o 6.30 spotykamy się z tuk-tukarzem. Dziś zwiedzamy świątynie, które pozostały nam z tak zwanej małej pętli. Zaczynamy od bardzo klimatycznej o nazwie Preah Khan.
Było ciężko ale się udało, o 5.03 spotykamy się z taksówkarzem. Jest ciemno i pada deszcz. Niestety nie jest nam dane wyjechać od razu, bo kierowca jedzie jeszcze po kolegę, na którego trzeba czekać dość długo. W końcu o 5.40 wyruszamy.
Wypożyczyliśmy sobie skuterki, na których jeździliśmy prawie w kółko po wyspie. Dlatego prawie w kółko, bo wyspę można było objechać po drodze w kształcie obróconej litery U.